0
Podróże

Jak prawie nie poleciałam na wakacje do Azji i kupiłam najdroższą wizę na świecie?

To była najgorsza chwila w moim życiu… No dobra, może i miałam gorsze chwile w życiu, ale w tamtym momencie świat mi się na chwilę zawalił. Wizja pozostania w Polsce zamiast wyjazdu do Azji przyprawiła mnie o zawroty głowy. A wszystko zaczęło się kiedy podeszłam do okienka checkin, żeby nadać bagaż…

– Dzień dobry! Poproszę paszport.

– Dzień dobry.

– Przykro mi, ale nie mogę Pani odprawić, bo nie ma Pani wizy.

– No nie mam, miałam zamiar kupić na lotnisku. Nie mogę kupić wizy na lotnisku? 

– Niestety w Wietnamie nie ma takiej opcji. Bez wizy nigdzie Pani nie poleci.

– Czy mogę kupić wizę przez internet?

– Nie wiem, musi to Pani sprawdzić. Podobno zajmuje to 15 minut. Poproszę następną osobę z kolejki!

Do zamknięcia checkin miałam półtorej godziny.

Nie jest źle, nie denerwuj się Justyna. Drżącymi rękoma szybko wyszukałam stronę z wizą do Wietnamu, wklepałam swoje dane, zrobiłam przelew na 25$ i dostałam maila. Maila z podziękowaniem za skorzystanie z usług internetowego zakupu wizy i informacją, że wniosek zostanie rozpatrzony w ciągu 3 dni roboczych… W tym momencie krew zmroziła mi się w żyłach. Jakie 3 dni?! Ja jej potrzebuje teraz! Przez głowę przeszły mi wszystkie możliwe scenariusze wyjścia z sytuacji (łącznie z rozpłakaniem się na środku lotniska).

Do zamknięcia checkin miałam jeszcze godzinę. Pół godziny straciłam na kupienie wizy, którą dostanę pewnie za kilka dni na maila. ZAJEBIŚCIE.

Podeszłam do innej Pani z obsługi. Opowiedziałam o mojej sytuacji. Dowiedziałam się, że można załatwić wizę przez internet w 15 minut, ale to kosztuje… 220$. Odnalazłam więc tę stronę nie przeliczając tej kwoty w myślach na złotówki. Znowu podałam moje dane, dokonałam płatności, odebrałam telefon z wietnamskiego urzędu, przesłałam zdjęcia paszportu i czekałam na odpowiedź. Cała procedura zajęła prawie godzinę. Najszybszą godzinę w moim życiu.

Checkin się zamykał, a trzeba jeszcze przejść kontrolę bezpieczeństwa. Ta sama pani, która powiedziała mi o ekspresowej wizie przyjeła mój bagaż (zlitowała się widząc łzy w moich oczach), pozwoliła mi przejść przez kontrolę, ale nie miałam nadal pewności czy wejdę na pokład. Musiałam otrzymać dokumenty z Wietnamu.

Nadałam bagaż, przeszłam kontrolę. Byłam już przy bramce, która zaraz miała się zamknąć. W ostatniej chwili dostałam maila z pozytywną informacją, że wiza będzie wystawiona na miejscu po uiszczeniu dodatkowej opłaty 25$. Kamień spadł mi z serca…

Cały lot, przesiadkę i kolejny lot martwiłam się jednak czy wpuszczą mnie Wietnamu. Po wylądowaniu w Hanoi czekał urzędnik z karteczką z moim imieniem i nazwiskiem. Dokonałam kolejnej opłaty i czekałam pół godziny na rozwiązanie sprawy. Udało się, dostałam wizę. Odetchnęłam dopiero kiedy wyszłam poza teren lotniska.

Kiedy ludzie pytali mnie czy stresuje się wyjazdem i czy wszystko mam zaplanowane odpowiadałam, że nie i nie. Byłam podekscytowana pierwszą samotną podróżą i widziałam jedynie pozytywy mojej sytuacji. Wielokrotnie organizowałam wyjazdy dla mnie i dla moich przyjaciół. Rok temu przejechałam całą Tajlandię z przyjaciółką. Miesiąc temu kupowałam wizę do Turcji przez internet i po 5 minutach miałam ją już na mailu. Moja czujność była totalnie uśpiona, do głowy nie przyszło mi, żeby sprawdzić czy potrzebuję wizę jadąc do Wietnamu. Wiem, że to pewnie brzmi dla ciebie abstrakcyjnie kiedy to czytasz. Jednak moje ostatnie wyjazdy były na tyle spontaniczne i bezproblemowe, że olałam przygotowania. Kupiłam bilet i zarezerwowałam nocleg na pierwsze dwie noce w Hanoi. Spakowałam plecak i beztrosko ruszyłam na lotnisko.

Takie są konsekwencje posiadania zero jedynkowego podejścia. Kiedyś wszystkie wyjazdy planowałam z dokładnością co do godziny. Rezerwowałam wszystkie atrakcje, hotele, bilety. Tam nie było miejsca na spontaniczność. Im częściej wyjeżdżałam tym luźniejsze podejście miałam, bo zazwyczaj wszystko można od ręki załatwić na miejscu. Z super zorganizowanej turystki zmieniłam się w podróżniczkę w stylu YOLO. Pisząc ten post śmieje się z siebie i wstyd mi przed tobą. Jak można lecieć na drugi koniec świata i mieć tak ignoranckie podejście?

Człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. Szkoda tylko, że błędy czasami kosztują 270$… Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Odebrałam wielką lekcję pokory i nauczyłam się, żeby dokładniej sprawdzać informację na temat kraju do którego zamierzam podróżować. Najlepiej zanim kupię bilety.

Sprawdź także

  • Reply
    Martyna
    11 listopada 2018 at 07:54

    Czekałam na ten post! Ja i tak Cię podziwiam. Czasem tak bywa. Kwoty nie przeliczaj, liczy się tu i teraz. Baw aię dobrze! ❤️

    • Reply
      Owsiana
      11 listopada 2018 at 12:27

      można było lepiej wydac te pieniadze 😉 dzięki!

  • Reply
    Aneta
    11 listopada 2018 at 11:47

    Nauczka na przyszłość dla wszystkich 🙂 Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Udanej dalszej podróży 🙂

    • Reply
      Owsiana
      11 listopada 2018 at 12:28

      dlatego o tym mówię, mam nadzieje, że nikt nie popelni mojego błędu 🙂

  • Reply
    Ania
    11 listopada 2018 at 12:27

    jak mawia się u mnie w rodzinie: “za głupotę się płaci, niestety” :/

  • Reply
    Asia
    11 listopada 2018 at 12:42

    Ale numer, gdyby to mi się to przytrafiło to chyba chodziłabym po ścianach hali odlotów.. Super, że wszystko się udało, miłego pobytu w Azji (wrzucaj dużo fotek w miarę możliwości haha)

    • Reply
      Owsiana
      11 listopada 2018 at 14:57

      już spamuje na instagramie 😀

  • Reply
    Asia
    11 listopada 2018 at 18:42

    Korzystaj i baw sie super w Azji a przedewszystkim na bogato postaraj nam sie podroz opowiedziec 😊 buziak

  • Reply
    Astreasia
    11 listopada 2018 at 18:54

    Suuuuuper!!! ah ta wiza😉 ważne że Wszystko dobrze sie skończyło. Fotki świetne a to tylko początek. Korzystaj Justyna z podróży 🍀 Nie wszystkim jest to dane, czekam na wiadki insta i piękne fotografie. buźka.

    • Reply
      Owsiana
      12 listopada 2018 at 13:55

      Dzięki! Trzeba się starac ze wszytkich sił, żeby spelniać marzenia 😉

  • Reply
    Weronika Moja inspiratornia
    11 listopada 2018 at 20:31

    Współczuję stresu, ale naprawdę i tak udało Ci się zachować zimną krew skoro ogarnęłaś sytuację :)! Wypoczywaj i odkrywaj! Ściskam!

    • Reply
      Owsiana
      12 listopada 2018 at 13:54

      Jak to ogarnełam to już wszytsko ogarnę 🙂
      W takich chwilach czasami mamy nadludzkie siły 🙂

  • Reply
    Kamomil
    12 listopada 2018 at 12:28

    Mayday, mayday- czekałam na info od Ciebie! I SMS Ci wysłałam! ;))
    Uff dobrze, że na miejscu ♥️ Ale przygody to niezłe miałaś, najważniejsze że się udało, a na pewno do była niezła lekcja dla Ciebie, też bym chyba zawału dostała, ale poradziłaś sobie!
    Ściskam!
    P.S
    Powracam dziś do świata social mediów 😉

    • Reply
      Owsiana
      12 listopada 2018 at 13:53

      Wyjełam karte SIM i włożyłam wietnamską dlatego nie dostałam sms 😛
      ciesze się <3

Leave a Reply